niedziela, 12 września 2010
Forum cd.

Najświeższe wiadomości z placu boju.

Wczoraj tuż przed 22.00 dostałam maila- treść krótka, ale pocieszająca

"Serwer jest juz online!"

Sprawdziła- faktycznie dostęp przez FTP do serwera już był, jednak maranciaki.pl jeszcze się w przeglądarce nie pojawiły.

Napisałam i dostałam odpowiedź-

"Odswieza sie dnsy i ruszy :)"

Z mojej strony czas odświeżania DNS-ów, to stan samouwielbienia serwera.

Nie wiem, co w tej chwili widzicie po wejściu na maranciaki.pl , ale ja widzę czarujący napis- Apache is functioning normally, który świadczy o tym, że nasz serwer Apache ma się dobrze.

Napisałam dziś rano kolejnego maila, żeby przekazali Apache'owi, że jest cacy i też się cieszę, że on się cieszy, ale, żeby już z tego samouwielbienia wyszedł.

Mam nadzieję, że niedługo forum się pokaże i że będzie pracowało dobrze.

sobota, 11 września 2010
Forum

Dziękuję za sympatyczne komentarze i wszystkie maile- przepraszam, że zalegam z odpowiedziami.

Kontynuacja wspomnień też będzie ;)

Teraz króciutko do wszystkich, którzy się denerwują zniknięciem forum- właśnie się dowiedziałam, że trwa przenoszenie forum.

Trzymajcie kciuki i ... do miłego ;)

Na forum wspomniałam o problemachh z pieniędzmi- wszystko się wyjaśniło (zawinił bałagan związany z zawirowaniami wokół LiveNet). Serwer mamy opłacony do 14 lutego 2011 roku.

Reszta już na forum.

piątek, 10 września 2010
Jak to drzewiej z marantą i włóczką bywało...

Muszę odreagować wszelkie ostatnie problemy związane z... (patrz poniższe wpisy), tym bardziej, że problemy się mnożą i dzielą nadal i końca nie widać...

Ucieczką niech będą wspomnienia :)

Uwaga- będę truć :)))

Kiedy zaczęła się moja przygoda z włóczką i szydełkiem- trudno powiedzieć. Widziałam jak nieraz mama coś tam dłubie siadałam obok i patrzyłam. Mama robiła niewiele szydełkiem, wolała i nadal woli haft- krzyżykowy i kaszubski.

Jednak igła mnie nigdy nie zainteresowała.

Szydełko- o wiele ciekawsze ;)

Podglądałam więc i sama nie wiem kiedy za szydełko chwyciam, z pewnością było to zanim do podstawówki poszłam.

Włóczek w domu nie było, jakaś zerówka najpodlejszego gatunku, jakieś pojedyńcze drobne kłębuszki nie wiadomo czego. Czepiałam się więc tych kłębuszków, do pierwszych próbek były jak znalazł.

W pamięci utkwiła mi szczególnie wielka ilość przeróżnych supłów, rozłażąca się włóczka itp.

Wszysto to nieźle zahartowało mnie w szydełkowych bojach.

Pierwsza banalna serwetka, wymyślonym wzorem robiona z zerówki... szok- pamiętam ją jak przez mgłę- kwadratowa i dwukolorowa jasny beżyk z brązem.

Maminych kordonków się nie tykałam :)

Potem były różne śmieszne rzeczy, takie próbki, które wzbudzały uśmiech u domowników.

Wzorem takim jak serwetka "wyczarowałam" ciuszka, dłubałam, dłubałam a ciuszek rósł dopóki kłębek się nie wyczerpał (mała byłam, więc niewiele włóczki było trzeba). Wyszło jakieś dziwo- jedno ramię odkryte, z drugiej strony rękawek w szpic sięgający łokcia :D

Weszłam w to i fajnie leżało, oczywiście nie nadawało się do pokazania komukolwiek poza najbliższą rodziną, ale ot... radosna twórczość własna.

Potem pojawiło się cosik- prawdziwa nowa włóczka kupiona przez babcię- pierwszy motek, prosto ze sklepu specjalnie do moich próbek.

Chwyciłam i... ależ to była męka- chyba Viscotex (nie wiem czy to było to, o czym myślę- skleroza) się zwało, nie pamiętam- miękkie ale strasznie sękate. Rzecz zrobiona odmawiała prucia. Prułam, ale to była męka.

Powstało kilka beretów i kolejne cudo- ciuch jakiś robiony już kilkoma kolorami od góry.

To cudo przypominało kwiat, miało kolorowe płatki i listki na białym tle- sama nauczyłam się wrabiać kolory. Zrobione poleciało od razu na długie lata do pawlacza.

Kilka lat przerwy.

Miałam osiemnaście lat i na swoje urodziny pojechałam na halę i kupiłam sobie psiaka, małego kochanego  kundelka Puszka.

Puszek uwielbiał się bawić. Po latach się gnęłam za szydełko, znalazłam jeszcze jakieś włóczkowe resztki i machnęłam... rękawiczkę, wydumanym ażurowym wzorkiem, pięciopalczastą, na ręce fajnie wyglądała, ale zrobiona z czegoś barbarzyńskiego- Puszek był w siódmym niebie, gdy ją dostał. Uwielbiał się nią bawić.

We mnie zaczęło się rodzić... coś... Zaczęłam marudzić o jakąś porządną włóczkę, chciałam zrobić jakiś sweterek, taki prawdziwy, taki dorosły i porządny.

Okazało się, że są w domu schowane dwa cuda- dużo ślicznej anilany w kolorze czerwonym, i jeszcze piękniejsze motki granatowej anilany.

Gdy to odkryłam zaczęło się suszenie głowy

- dajcie mi czerwoną...
- nic z tego zniszczysz włóczkę...
- dajcie, nie zniszczę...
- szkoda włóczki, za mało umiesz...
- spróbuję, zobaczycie, nie zniszczę..
- nie!

W tym czasie zaczęłam przeglądać jakąś książkę z różnymi wzorami szydełkowymi, zakochałam się we wzorach grubych, wypukłych, robionych słupkami/półsłupkami reliefowymi.

Któregoś dnia... dom pusty, ja sama... i myk do zakamarka i łap za czerwonego skarba i łap za knigę...

Gdy domownicy wrócili, pokazałam już pas z 50 cm szeroki i z 15 cm wysoki zrobiony sportową krateczką (Puszek przyzwyczajony, ze do tej pory wszystkie dziergotki, były jego- usiłował mi ten pasek wyrwać- fajne, biorę :)

Zachwyt w oczach domowników i decyzja - rób dalej koniecznie!

Fajnie, rób dalej... JAK?!?

Szczęście wielkie dla mnie- modne były fasony kimonowe. Złapałam jeden z moich kupnych sweterków i moją robótkę co chwilę do niego przykładałam.

Nie umiałam robić podkroju dekoltu, więc przód i tył wykończyłam na prosto, zszyłam boki szydełkiem (igły nie cierpię).

Przymierzyłam- super, ale... brak ściągaczy a ja o drutach wiedziałam tylko tyle, że ... są i nic więcej.

Kolejny szczęśliwy traf- sąsiadka dziewiarka z maszyną Modą w domu :)

Babcia pokazała jej mój sweterek- kobieta się zachwyciła i dorobiła ściągacze.

Dekolt wykończyłam warkoczykiem zrobionym szydełkiem.

Efekt wyszedł taki- (na fotce ten sweterek już staruszek i wylazły z mody ;)

sweter

Niżej, po latach, sweterk z wkładką-

sweter
Po śmierci drugiej babci, robiąc porządki (straszne takie opróżnianie domu...), znalazłam śliczną nową włóczkę w kolorze turkusowym, też anilana. Sąsiadka powiedziałą- tę włóczkę babcia kupiła niedawno dla ciebie...

Z niej powstał kolejny sweterek o identycznym fasonie, ściągacze również dorabiała sąsiadka (już ś.p.).

Zdjęcie słabe- skan zrobiony z normalnej fotki i to fotki kiepskiej jakości.

Psiak, to oczywiście Puńcio.

szydełkowy sweter

Wzór jest taki jak na tej - dużo później- zrobionej przeze mnie kamizelce-

szydełkowa kamizelka

Cały czas pamiętałam o schowanej granatowej anilanie, tym razem nie maiłam problemów i od razu dostałam ją na własność, dodatkowo dostałam też identyczną anilankę w kolorze ecru.

Nadal umiejętności słabe- nadal dekolt prosty, kimono i ściągacze- biedna sąsiadka...
Wzór- wachlarzyki reliefowe. Na zdjęciu nie widać- przód jedna połow ecru, druga granat, tył taki sam układ- dzięki temu wyszedł fajny efekt mijania się barw, szczególnie ciekawy na człowieku tkwiącym w sweterku.

kimonowy sweter

-----

Wpis się zrobił już kilometrowy, więc... cdn. ;) 
O całonocnym pruciu mojego kwiatkowego cuda z pawlacza przez... sąsiada, o wojskowych skarpetach jak dla gęsi itd. :)))

 

Pamiętam też o zabawie, do której zostałam zaproszona przez rene - może jeszcze dziś wieczorkiem coś skrobnę ;)

10:55, anna_maranta , Szydełkiem
Link Komentarze (7) »
wtorek, 07 września 2010
Znowu forum- to nie była awaria...

Przepraszam wszystkich, którzy się denerwowali i czekali na jakąś informację odnośnie braku dostępu do forum.

Parę słów rano naskrobałam, ale w głupim miejscu- w komentarzu do ostatniego wpisu, przez to mało kto tę notkę zauważył.

Nie dodawałam nowego wpisu, bo czekałam na jakieś konkretne informacje- nie miałam pojęcia co się dzieje z serwerem.

Dopiero przed chwilą, po kolejnym telefonie sprawa się wyjaśniła...

Forum już działa- co było przyczyną jego braku zainteresowani znajdą na forum Tutaj

----------------------

Ledwie napisałam posta na forum i tę notatkę tutaj dodała a forum znowu padło. Dzwoniłam- wszystko ok, ale "chyba serwer się zawiesił, zaraz sprawdzimy..."

... za chwile to ja się zawieszę...