piątek, 21 sierpnia 2009
Coś wypada skrobnąć, coś pokazać...

Czas pędzi, zdrowia brak, humoru brak, więc i wpisów na blogu brak :(

Dziękuję wszystkim, którzy się o mnie martwili, dziękuję tym, którzy pamiętają i wspierają modlitwą i dobrym słowem.

Troszkę prac przez ten okres powstało, choć gdy nastrój do bani, to człowiek wszystko robi tak wbrew samemu sobie i nawet to co zwykle jest przyjemnością- męczy.

Dość marudzenia. Zacznę dzisiaj tak bardzo nietypowo, z przymróżeniem oka ;)

Tata kupił preparat do lutowania, ot taki-

płyn

Butelka poddana dokładniejszym oględzinom tak się prezentuje -

wódka starogardzka

taaaa polska wódka Starogardzka...

dalej jest jeszcze ciekawiej-

pojemność-

starogardzka

250 jakby na 260 przerobione, no ale ciekawe jak się te 250-260ml zmieściło w butelce, która ma...

dobre jeszcze jest i to-

Po tym wszystkim sądząc nie zdziwiłoby mnie wcale gdyby ten preparat do lutowania okazał się płynem przeciw pchłom albo na łupież :)))

 

Teraz już wracam do moich zaległości robótkowych.

Na początek frywolitki-

Swarovski wpleciony tradycyjnie w grubasy-

frywolitka

frywolitka

frywolitka

frywolitka

frywolitka

frywolitka

frywolitka

 

frywolitka

i skromniutko- obróżka z krzyżykiem i bardzo szeroka bransoletka- wszystko bez żadnych koralików-

frywolitka

frywolitka

frywolitka

frywolitka

Pora na zaległości i nowości szydełkowe-

zwariowana bluzeczka, która czeka na przeróbkę dołu, miałam pomysł na górę, na dół już kompletnie żadnego i wyszło jak wyszło- zębiska są raczej do sprucia-

bluzka

bluzka

bluzka

bluzka

Od czasu gdy robiłam te fotki schudłam 6 kg- dziś się zważyłam..., nie ma to jak nerwy i choroba- dieta cud ;)

Następna w kolejce- spódniczka ananaskowa. Robiłam ją z resztki włóczki, z której powstała sukienka dla mamy.

Cudem starczyło na spódnicę długości 90cm- czyli jak dla mnie prawie do kostek ;)

Ananaska jak to ananaska- powstała szybko i robiło się ją przyjemnie. Jedynie im bliżej końca tym większy niepokój- na ile starczy tych nici.

Robiłam szydełkiem 3mm i wyszło ok 40 dag (dokładnie nie powieml, bo waga kuchenna zaczęła mi szwankować i raz pokazywała 38 raz 46 dag- trzeba na gwałt nową kupić).

spódnica

spódnica

spódnica

spódnica

spodnica

Do zrobienia tej spódnicy wykorzystałam wzorek z tej bluzki-

W końcu przyszła pora na druty.

Machnęłam taką oto dziwną narzutkę- taka miała być, więc taka jest. Góra to splecione trzy "szaliczki" zrobione różnymi wzorami.

narzutka

narzutka

narzutka

narzutka

Chyba już dobrnęłam do końca, ciekawe czy ktoś miał też cierpliwość zabrnąć aż tak daleko :)

Jeśli tak, to pokażę jeszcze co mnie wkurzyło, co rozśmieszyło i coś do powąchania- czyli troszkę przyrody ;)

Wkurzające jest to-

Jedyne co mogę zrobić, to wymienić ziemię w tym anturium- ziemia kupowana w sklepie ogrodniczym, mam ją też w innych doniczkach ale "tylko" w dwóch mam tak obfite i regularne grzybobranie :(

Coś śmiesznego upolowała mama wśród kartofli-

kartofel

Coś do powąchania... noooo oczywiście jaśmin w doniczce :)

Teraz po takim wpisie nie pozostaje chyba nic innego jak zamilknąć na kolejny miesiąc ;)

Dziękuję jeszcze raz za wszystkie pozostawione komentarze.

Przepraszam też wszystkich, którzy czekają na odpowiedzi na swoje maile- mam spore zaległości :(