poniedziałek, 25 kwietnia 2011
Odrobina szaleństwa

Po pierwsze- dawno nie robiłam niczego z żywej czerwieni.

Po drugie- dawno nie miałam w rękach szydełka.

Po trzecie- chciałam wykończyć troszkę włóczek.

Po czwarte- wiosna.

Po piąte- smutno mi.

Po szóste- mam kiełbie we łbie.

Z powyższych powodów powstała kiecka, bardzo energetyczna i szalona.

Wykańczałam dwa rodzaje włóczek, oba wykończyły się za szybko, potrzebuję jeszcze około 10 centymetrów na dół kiecki- muszę dokupić, żeby wyglądać przyzwoiciej.

Tylko... czy warto, czy ja toto będę nosiłą?

Czerwone to Kristal Kartopu- fajna mięciutka włóczka. Czarne- nie powiem, bo byście padli, że jedno z drugim odważyłam się połączyć :)))

Jednak, to kiecka resztkowa i eksperymentalna, więc się odważyłam ;)

Kabaretki, wiem, są tu tak jakoś bez sensu, ale dostałam je jako gratisik przy okazji zakupów na Allegro już dawno temu i wreszcie po raz pierwszy je założyłam- jak szaleć to szaleć ;)

Buty- ostatnio miałam na nogach około 3 lat temu, nie nosiłam, bo były ciut za duże.

Teraz założyłam z trudem- są za ciasne, za krótkie :(

Przymierzyłam też kilka moich ulubionych par i... te najładniejsze są do pozbycia się. Wszystko za małe. Pozostały mi przeróżne klapki :(

Kto to widział, żeby w tym wieku stopa rosła?!?!?
Miałam maleńką- 23 cm, teraz mam 24,7cm.

Niestety na szerokość nic nie drgnęło, nadal stopy wąziutkie- w większości butów przeważnie pływałam i nadal pływam.

Tak zagaduję a tu pora pokazać tę szaloną kieckę.

Krótka i bez halki, bo nijak dopasować dołem czarnej nie mogłam, choć mam taką od pasa i z mocnym rozcięciem. Jak przedłużę kieckę, to będzie OK.
Tylko- czy ja ją będę nosiła, hmm...
Podoba mi się, jest wesoła, dziwaczna, jednak, no nie wiem.

Sesja w plenerze, jako tako się czułam dziś, więc pomimo zawrotów i ciasnych butów wyprowadziłąm się na spacer :)

Włosy jak widać pociapane przeze mnie. Przodem krótsze, tyłem dłuższe. Nadal bardzo wychodzą, jest mniej niż połowa tego co było. Na szczęście na fotkach tego nie widać.

Mam fotki w zbliżeniu przedziałka w kilku miejscach, nie pokażę :(

No dobra, pora na kieckę-

 

sukienka

sukienka

sukienka

sukienka

sukienka

sukienka

sukienka

sukienka

sukienka

sukienka

sukienka

sukienka

sukienka

sukienka

i wykończenie tyłu, którego nie widać na fotkach ( w tym samym miejscu, gdzie z przodu są frywolitkowe elementy)

sukienka

Na koniec coś naprawdę ładnego, wręcz pięknego-

gardenia

gardenia

Prześlicznie zakwitła mi gardenia. W tej chwili ma już osiem kwiatków i pełno pączków.

Niestety jej zapach mi bardzo nie odpowiada :(

Jest gdzieś spodem wyczuwalny delikatny, cudny, słodki, jednak ten wyraźniejszy, mocniejszy, przytłaczający jest taki ostry, pieprzny, że w sumie urywa mi nosa :)
Na swoje usprawiedliwienie mam to, że gardenia stoi na moim stoliku nocnym, więc blisko mojego nosa.
Jednak nie odstawię jej, bo to co widzę ma zdecydowaną przewagę nad tym, co czuję.

Próbowałam ją przekabacić, przyniosłam moje ulubione mydełko, dałam do powąchania, namawiałam- bierz przykład, ale nic z tego :(

17:00, anna_maranta , Szydełkiem
Link Komentarze (16) »
wtorek, 19 kwietnia 2011
Konkurs zakończony :)

Dziękuję za udział w zabawie :)

Poprawnej odpowiedzi na zagadkę udzieliła Małgosia zawsze-goska - gratuluję!!!

Osobą, o którą pytałam jest Nouhad Al-Chami a tajemniczym "ktosiem" oczywiście święty Charbel Makhlouf. W internecie można znaleźć sporo informacji o tym świętym maronickim, ot choćby tutaj- KLIK

Na dole strony jest sporo ciekawych linków.

Kościół Katolicki obrzędu maronickiego to jeden z wielu Kościołów Wschodu. Jest on całkowicie w unii z Rzymem.

Warto poczytać o innych Kościołach katolickich wschodnich- koptyjski, syromalankarski i wiele innych.

Charbel Makhlouf był kanonizowany przez papieża Pawła VI w 1977 roku.

 

Skromna nagroda już dzisiaj poleciała do Małgosi- mam nadzieję, że sprawi choć troszkę radości.


fletnia
fletnia

 

Bardzo lubię dźwięk fletni. Niestety nie dla mnie wszelkie instrumenty dęte :(

Fletnia jest nowa, nigdy nie była używana.

W internecie jest dostępnych sporo kursów gry na fletni.

Na YT jest dużo fimików, gdzie można posłuchać spokojnego brzmienia syringi.

Ot, choćby pierwszy z brzegu-

 

Jeszcze wrzucę tylko fotki kolczyków i zmykam :)

kolczyki frywolitkowe

kolczyki frywolitka

kolczyki

I takie kolczyki do kompletu brązowego- dzisiaj też ten komplecik poleciał do nowej właścicielki-

kolczyki frywolitka

kolczyki frywolitkowe

 

niedziela, 17 kwietnia 2011
Miszmasz- frywolitki, zagadka, wspominki i marudzenie ;)

Jak zwykle bardzo dziękuję za wszystkie przesympatyczne komentarze :)

Na początek troszkę nowości. Jednak wszystkie te nowości już raczej są znane-  frywolitki grubaśne 3D.

Nie miałam ochoty ich teraz robić, ale muszę troszkę załatać dziurę budżetową :S

Wystawiłam je przed chwilką na Allegro- gdyby ktoś był chętny, to zapraszam.

Brązowy już jest niedostępny.

naszyjnik frywolitkowy

naszyjnik frywolitkowy

kolia frywolitka

kolia

frywolitka

frywolitka

frywolitka

kolia

frywolitki

frywolitki

frywolitki

frywolitki

frywolitki

frywolitki

frywolitki

frywolitki

Teraz przyszła pora na zabawę :)

Jak niektórzy wiedzą bardzo lubię zagadki i logiczne łamigłówki.
Kiedyś na Pazylu zadałam tak na szybko pewną zagadkę i prawie od razu dostałam odpowiedź.

Powtórzę tutaj tę samą zagadkę. Pierwsza osoba, która udzieli poprawnej odpowiedzi w komentarzu pod tym wpisem, otrzyma ode mnie całkowicie nową fletnię pana (syringę) oraz trzy pary kolczyków.

Treść zagadki:

Zmarł w 1898 r, pierwszy i ostatni raz pozował do zdjęcia w 1950r i jest to jedyna znana fotka, na której można go zobaczyć żywego.
Proszę o podanie nazwiska osoby, której nasz bohater wykonał pewnej nocy niezwykle skomplikowaną operację.
Dla ułatwienia dodam, że operacja miała miejsce w 1993 roku :)))

Zbliża się Wielkanoc. Ostatnio jakoś nie robię żadnych ozdób świątecznych :(

Powspominam więc troszkę-

pierwsze nieudane jajka w stringach :)

frywolitki

jajka frywolitka

 

Pierwsze próby decoupage-

 

decoupage

decoupage

decoupage

decoupage pisanka

decoupage

Pierwsze i jedyne próby wypalanek-

pisanka wypalanka

wypalanka

wypalanka

wypalanka

wypalanka

Były też inne techniki, jajka- głupotki i dziwolągi :)

Teraz jakoś nie mam natchnienia :(

Może kiedyś wrócę do decu. Drewienka mam i papieru też sporo jeszcze. Zobaczymy.

 

Pora na marudzenie :(

Włosy nadal lecą. Podcięłam- zrobiłam sobie fryzurkę "na wariata", taką postrzępioną, wycieniowaną. Tymczasową. Co będzie dalej- czas pokaże.

Tabletki z drożdżami musiałam odstawić po 25 dniach łykania- narobiły mi kłopotów :(

Muszę teraz leczyć skutki ich przyjmowania :(((

Zamiast tego łykam Silicę, którą mi polecaliście. Skład podobny, drożdży nie zawierają.

Mam nadzieję, że na Święta nie będę świecić gołą glacą. Ostatnie Święta dały mi popalić, teraźniejsze problemy z włosami z dużym prawdopodobieństwem są skutkiem tamtej choroby.

Życzę wszystkim, którzy tutaj zaglądają pełnego wiary przeżycia najbliższych dni Wielkiego Tygodnia a w szczególności triduum paschalnego.

A na zbliżające się Święta Wielkanocne- samej radości i błogosławieństwa od Tego, który umarł a Żyje i niesie nadzieję nam wszystkim!

Zdrowych, spokojnych, pogodnych Świąt Wielkanocnych!

Pozwólcie, że dołączę mało religijne fotki :)))

kot w koszyku

kot na koszyku

 

piątek, 01 kwietnia 2011
Zielone warkocze

Włosy z głowy nadal lecą, widocznie mają mnie dość. Oj, gdyby tak razem z nimi wylazły ze mnie wszystkie choróbska, to bym była szczęśliwa...

Tymczasem smutno mi :(

O warkoczach myślę, więc nic dziwnego, że powstała bluzeczka warkoczowa.

Warkocze jak ta lala sążniste, masywne i o to chodzi ;)

bluzka

bluzka

bluzka

bluzka

 

bluzka

bluzka

 

Włóczka- Nako Super Saf Yun, druty 4,5mm. Zużyłam troszkę ponad 40dag.

Pomysł na górne warkocze wykorzystałam z tego sweterka-

Tutaj są dwa warkocze, dolny węższy, górny szerszy a u mnie są oba jednakowej szerokości.

Pozdrawiam wszystkich miłych obserwatorów mojego bloga i dziękuję za wszystkie komentarze :)

Szczególnie dziękuję za wszystkie rady odnośnie moich ostatnich problemów z włosami.

Walczę nadal, póki co przegrywam, ale jeszcze za wcześnie na efekty kuracji.

Prawdopodobnie załatwiła mnie trwająca tydzień wysoka gorączka. Boże Narodzenie przechorowałam, niczym nie mogłam zbić gorączki poniżej 39,5 przez 6 dni.

Ponoć gorączka trwająca ponad 3 dni może po dwóch- trzech miesiącach skutkować nawet całkowitym nagłym wyłysieniem.

To samo może spowodować stres, a tego mi nie brakuje.

Nie wiem czy to faktycznie ta choroba jest przyczyną tego co się od miesiąca z moimi włosami dzieje. Nie mam siły na chodzenie po lekarzach, więc wiedzę czerpię z internetu i robię co mogę we własnym zakresie.

Mimo tego, że się martwię, to jednak z chęcią oddałabym skalp w zamian za zdrowie :(

 

17:09, anna_maranta , Na drutach
Link Komentarze (15) »