sobota, 25 kwietnia 2009
Krzyżyki frywolitkowe

A tak wrzucę co mam i zmykam :)

krzyżyk frywolitkowy

krzyżyk frywolitkowy

krzyżyk frywolitkowy

krzyżyk frywolitkowy

krzyżyk frywolitkowy

Wszystko ze Swarovskim.

Na dzisiaj tylko tyle. Życzę wszystkim miłego wieczoru :)

20:03, anna_maranta , Frywolitki
Link Komentarze (4) »
piątek, 24 kwietnia 2009
I śmiesznie i nostalgicznie i...

Dzisiejszy wpis zacznę od miłego obowiązku podziękowania za otrzymane wyróżnienia :)

Tym razem otrzymałam dwa jednakowe wyróżnienia serduszkowe od Alicji11 oraz od Frezji - dziękuję ślicznie za to wyróżnienie- niespodziankę

Znowu mam problem komu te śliczne serducha przekazać-

Wszyscy, do których zaglądam zasługują na to wyróżnienie, więc przekazuję je wszystkim moim blogowym przyjaciołom, bo naprawdę nie potrafię dokonać wyboru :)

Wracając do tytułu- śmiesznie...

Może nie dla wszystkich śmiesznie, ja jednak uśmiałam się zdrowo ;)

Wczoraj moja mama kupiła sobie w Lidlu ni mniej ni więcej tylko produkt o wdzięcznej nazwie- żenska spalna srajca :))))

Jest to chyba słoweński odpowiednik naszej koszuli nocnej-

Może i nie wypada, ale nic na to nie poradzę, że ujrzawszy ten napis o mało nie zadławiłam się pałaszowanymi chipsami :)

Nie mam 100% pewności czy SI to faktycznie słoweński, ale chyba raczej nie słowacki, bo w tym wypadku stawiam na skrót SK. W każdym razie co by nie było, to jest i śmiesznie i ... mimo wszystko sympatycznie :)

Horwacka spavaćica też jest słodka.

Nostalgicznie... no właśnie te pałaszowane chipsy tak mnie nastroiły jakoś.

Pamiętam pierwsze kupione chipsy.

Mama była w naszym Super Sam-ie (a było to już około 20 lat temu) i zobaczyła tam tajemnicze opakowania z jakimiś cieniuśkimi talarkami i równie tajemniczym napisem- Chipsy.
Wzięła toto do ręki zastanawiając się czy zaryzykować zakup gdy jakaś klientka z boku powiedziała, ze próbowała i że dobre :)
W ten oto sposób pojawiły się w naszym domu pierwsze chipsy produkcji holenderskiej.
Przepyszne!!!
Do dziś pamiętam ich smak, cieniusieńkie, prawie przezroczyste olbrzymie płatki. Pamiętam mniej więcej wygląd opakowania. Jakiś ludzik i przezroczyste okienko, przez które wyglądały chipsy przyprawiając o patrzącego o kapanie ślinki :)

Później pojawiły się chipsy belgijskie, różne smaki, też cieniutkie, delikatne, też pyszne, choć troszkę ustępowały tym holenderskim.

Holenderskie dość szybko zniknęły z naszych sklepów i już nigdy się nie pojawiły ich miejsce na dobre zajęły te belgijskie.

Później i one zniknęły i pojawiły się grube, przeraźliwie tłuste i ciężkostrawne chipsy z Niemiec, bleee, po pysznych poprzednikach pozostało tylko wspomnienie :(

Przeminęły czasy i tej serii, pojawiły się nasze rodzime przeróżne.

Dzisiaj jest tego mnóstwo... lepsze, gorsze... a ja wzdycham do tych pierwszych z Holandii, z Belgii...

Pamiętam też w tym okresie były w sklepach pyszne soki holenderskie zwały się - Christine.

Później rozpętała się jakaś nagonka, że niby niezdrowe. Ile w tym prawdy- nie znaju, ja je lubiłam i już i wspomnienie smaku telepie mi się po języku.

To wszystko było tak niedawno, dopiero co się pojawiło przecież... kurcze ładne dopiero co... z dwadzieścia lat już upłynęło.

W tym samym okresie pojawiła się biała czekolada, ale nigdy jej nie polubiłam jakoś.

Pamiętam też jak w Gdyni powstała pierwsza pizzeria :)

To jeszcze wcześniejsze czasy, ale też wydaje się jakby to było niedawno.

Dla mnie to już nie była nowość, bo pół roku wcześniej natknęłam się na coś tak tajemniczego jak pizza w Tarnowie, ależ to było pyszne, niech się dzisiejsze pizze schowają :)

Pizza zadomowiła się na dobre.

Czemu jednak poznikały z naszych domów swojskie i dobrze znane widoki, np. mleko nastawione na zsiadłe???

Konia z rzędem temu, kto z dzisiejszego mleka uzyska nadające się do picia zsiadłe mleko.

Bez sztuczek w stylu dodania do mleka kefiru itp.

Nawet jeśli uda się coś na kształt kwaśnego mleka uzyskać, to będzie to piekielnie gorzkie i w sumie nie wiadomo co...

Tęsknię za własnym twarożkiem, za serwatką. Kupne zsiadłe mleko mądrze podpisane jako acidofilne, ech... gdyby to krowa zobaczyła i powąchała, to za skarby by się nie przyznała, że ma z tym wytworem cokolwiek wspólnego.

Tęsknię za normalnymi wędlinami, za pieczywem bez polepszaczy i za niezdrowymi holenderskimi chipsami :)

Nie wiem co mnie tak zniosło, zapewniem, że głodna nie jestem :)

aaaaa jeszcze tęsknie do czasów gdy na pomidora się czekało i nowalijki, to były nowalijki :)

------

Bluzeczka jeszcze nie jest gotowa, zostały rękawy.

Tymczasem mam takie drobiażdżki, choć wątpię czy tak daleko ktoś zdoła dotrzeć ;) -

frywolitka

frywolitka

frywolitkowy krzyżyk

krzyż frywolitkowy

 

sobota, 18 kwietnia 2009
Biało, zielono...

Obijam się na całego ;)

Nawiązując do tytułu- biało-

Komplecik ślubny, tym razem tylko bransoletka i kolczyki i nie do końca białe, bo nici ecru a koraliki staro-złote-

kolczyki i bransoletka frywolitkowe

kolczyki i bransoletka frywolitkowe

kolczyki i bransoletka frywolitkowe

Wzór dobrze znany, robiłam już nim sporo kompletów głównie w beżu.

Wzorek, to fragment małej serwetki- gwiazdeczki, do biżuterii jako pierwsza zastosowała go Renulek, w troszkę innej formie niż ja.

Kolczyki wymyślone przeze mnie, jednak na coś takiego z pewnością nie jeden wpadł, bo ot... zwyczajna rozetka ;)

Starsze rzeczy robione tym wzorkiem-

najpierw moja całkowita modyfikacja

komplet frywolitkowy

komplet frywolitkowy

komplet frywolitkowy

komplet frywolitkowy

komplet frywolitkowy

komplet frywolitkowy

ten jest ze Swarovskim

komplet frywolitkowy

komplet frywolitkowy

komplet frywolitkowy

komplet frywolitkowy

Białe mam jeszcze z innej dziedziny, idzie mi bardzo powoluśku, ale jednak idzie...

Plecy mam gotowe i kawałek przodu-

Plecy wyglądają tak-

sweterek

sweterek

 Kto zgadnie jaki model robię???

A teraz odnośnie zielono :)

Bawiłam się dziś w ogrodniczkę i kilka mniejszych roślinek przesadzałam, za większe się nie wzięłam, bo siły brakuje- muszą poczekać.

Zrobiłam też eksperyment, wynikający z wyciekającego miejsca na doniczki w mojej sypialni- 37 doniczek, to delikatnie mówiąc... no lepiej nic nie mówić :P

Sześć doniczek z różnymi rodzajami anturium wybebeszyłam i zrobiłam z tego trzy większe donice- połączyłam po dwa różne na jedną doniczkę :)

Czerwony poszedł do doniczki razem z białym w czerwone kropki, inny gatunek czerwonego razem z żółtym i czerwono-zielony razem z łososiowym.

Mam nadzieję, ze się nie pokłócą ;)

Teraz prezentuję kilka kalatei malutkich-

kalatea

kalatea

kalatea

Tak, wiem, mam fiksum dyrdum... z przerzutką... w te i we wte :)))

 

 

sobota, 11 kwietnia 2009
Świątecznie, ale niezbyt wesoło

Dzisiaj przede wszystkim śpieszę złożyć życzenia Wielkanocne wszystkim stałym bywalcom mojego bloga jak również tym, którzy zaglądają tu sporadycznie, oraz tym, którzy być może zajrzą przez przypadek-

Błogosławionych, spokojnych, radosnych, ciepłych, kolorowych, niezapomnianych, rodzinnych Świąt Zmartwychwstania Pańskiego!!!

Niech Jezus zrzuci z nas wszelkie kamienie, które nas przygniatają, niech obdarzy szczęściem i spokojem jak Magdalenę, która chwilę wcześniej Go opłakiwała a chwilę potem miała swojego Mistrza żywego przed sobą.

Niech pomoże zadumać się nad pustym grobem i nad wielkim cudem, który się tam wówczas dokonał a który trwa na wieki.

Ja mały człowieczek nie rozumiem cierpienia i... nie chcę rozumieć, ja chcę widzieć wyłącznie Zmartwychwstanie i radość i szczęście... i że już nigdy więcej- zadnych problemów, kłopotów, chorób... już tylko dobrze i zawsze dobrze i tego samego wszystkim Wam życzę!!!

wielkanoc

Raportu robótkowego nie będzie jeszcze. Moje drutowanie nie posunęło się zbytnio do przodu.

Wiadomo... znowu zdrowie...

Wczoraj był dzień samych atrakcji, najpierw rozbolało prawie wszystko co tylko mogło, potem jakaś senność mnie wzięła, ot kilkanaście minut drzemki a potem to już było istne wariactwo :(

Obudziłam się i za chwilę wzrok zaczął szwankować, najpierw przestałam widzieć centralnie, za chwilę dołączyła się cała prawa połowa pola widzenia. Trwało to około pół godziny, zakończyło się piekielnymi błyskami po prawej stronie i jako tako wróciło do normy... do mojej normy, bo ubytki w polu widzenia to już niestety mam od lat na stałe :(

Wiadomo co dalej- znowu strach, czy to "tylko" naczyniowe czy może coś poważniejszego.
Następne w kolei dołączyły się jakieś dziwne problemy z pamięcią, gapiłam się na przedmioty dookoła i za nic nie mogłam sobie przypomnieć jak się zwą..., trwało to też tylko kilka minut, ale ze strachu mało nie oszalałam, okropnie nieprzyjemne jest takie uczucie pustki w głowie :(

Potem zawroty głowy, nie takie straszne jak nieraz miewam, ale przyjemne wcale nie...

Do wieczora i w sumie do dzisiaj jakieś potworne osłabienie, jak wstaję, to ucisk za mostkiem do szyi, jak leżę, to dla większej chyba rozrywki boli mnie żyła w łydce...

Dzisiaj to już tylko jestem osłabiona i jakaś oszołomiona i bardzo, bardzo smutna, już nawet nie chce mi się bać :(

Do tego od czasu przeziębienia cały czas mnie narywa nerw trójdzielny w okolicach oczodołu.

Ogólnie mam dosyć. Ledwie po przeziębieniu doszłam do siebie a tu takie wariactwa.

Nienawidzę tych migren czy co to tam jest, nie cierpię zawrotów, które w moim wypadku są oporne na wszelkie leki... 

Ból jakoś można znieść ale te wszystkie dodatki, to jakiś koszmar :(

No, to się wyżaliłam, przepraszam... gdyby nie to, ze chciałam tutaj wpisać życzenia, to siedziałabym dzisiaj cicho a tak, to wylałam wszystko... no prawie wszystko :(

Smutno mi.

Niczego mi nie brakuje i nigdy nie brakowało poza zdrowiem moim i najbliższych, widocznie tak mi już jest pisane.

Kiedyś miałam jeszcze nadzieję, choć lekarze już wieki temu kazali mi chorobę... polubić.

Teraz już i te mizerne szczątki nadziei we mnie zdychają.

Jedynie moje zielone stworki starają się mnie pocieszyć jak mogą, tylko, ze mam coraz mniej siły, zeby się nimi zajmować...

anturium

aeschynanthus

za to skrzydłokwiat się na mnie obraził... tyłem do mnie, tyłem do pokoju i w ogóle jest na "nie"

skrzydłokwiat

środa, 08 kwietnia 2009
Przesympatyczna niespodzianka :)

Muszę, muszę się pochwalić niespodzianką jaką dzisiaj otrzymałam od "moich" Maranciaków :)

Niedawno na forum dobiegła końca zabawa- Wymiana Wiosenno- Wielkanocna.

Wzięło w niej udział 70 osób. Album z wymiankowymi pracami można obejrzeć TUTAJ

Ja początkowo postanowiłam zrobić jakiś drobny upominek, po skończonej zabawie, dla osoby, której praca najbardziej wpadnie mi w oko. Wybór byłby bardzo trudny, bo wszystkie prace zasłużyły na nagrodę :)

Ostatecznie uczestnicy wymianki zadecydowali a ja temu pomysłowi przyklasnęłam, że niespodzianka należy się Ilonce, która całą wymianę zorganizowała :)

Niespodzianka poleciała do Ilonki i byłam pewna, ze temat wymiany można uznać za zamknięty...

Tymczasem...

Dzisiaj listonosz dostarczył mi ogromniastą kopertę. Zaintrygowana co też w niej znajdę czym prędzej się do niej dobrałam :)

Znalazłam spory pakunek owinięty ślicznym świątecznym papierem.

Pakunek zawierał... mnóstwo (dokładnie 70) kartek świątecznych, wiele spośród nich wykonanych ręcznie, prześlicznych.

Karteczki zawierały wzruszające życzenia i wiele, wiele ciepłych słów. 

Okazuje się, że uczestnicy wymianki zmówili się i postanowili zrobić mi taką wspaniałą niespodziankę :)

Takiego prezentu jeszcze nigdy nie otrzymałam, prześliczny i płynący z tak wielu serc- DZIĘKUJĘ!!!

kartki

Stół- normalnie całkiem spory, okazał się za mały :)

kartki

kartki

kartki

kartki

kartki

kartki

Wśród tych karteczek są haftowane różnymi technikami, są zdobione frywolitką, szydełkiem no różne, przeróżne i jak widać na fotkach nie tylko karteczki dostałam, ale też śliczne ubranka na jajka :)

Niespodzianka tym bardziej miła, że kompletnie nieoczekiwana, czyli stuprocentowa niespodzianka :)

Pochwaliłam się i zmykam, ale zanim zniknę, to pokażę co teraz dłubię.

wzór

wzór

Co to dokładnie będzie i dlaczego napiszę w kolejnym wpisie, choć prawdopodobnie większość z Was odgadnie już po tych fotkach ;)

 

 
1 , 2