Blog > Komentarze do wpisu
Powrót

Witam po przerwie i ogromnie dziękuję za wszelkie przemiłe słowa, za wsparcie i przede wszystkim za modlitwy.

Wróciłam ze szpitala, ale zanim napiszę co i jak to wrzucę ostatnią bransoletkę, którą zrobiłam przed samym pójściem do szpitala.

Wzór znany -

bransoletka

bransoletka

bransoletka

bransoletka

bransoletka

 Bransoletka jak bransoletka, ale powiem nieskromnie, że zdecydowanie bardziej mi się podoba od tej, którą mi założono na drugą łapę - imię, nazwisko, PESEL, nazwa oddziału (urologia).

bransoletka

 Do szpitala szłam w jednym celu - pozbyć się wreszcie bólu, ciągłego i upartego. Diagnoza - duży kamień w lewej nerce, w kielichu dolnym, nie nadaje się do rozbicia. Usunięcie operacyjne.

O tym wiedziałam.

Ostatni rentgen przeglądowy jamy brzusznej. Ostatnia wizyta przed szpitalem u urologa - już tylko sama mama poszła z wynikami, bo nie dałam rady.

 I totalne zaskoczenie słowami lekarza- tu z prawej strony jest o wiele poważniejszy problem, zanim cokolwiek zaczniemy robić z nerką lewą musimy ratować prawą nerkę. 

Skierowanie do szpitala już na cito- pilne i to z powodu prawej nerki!!! Nie miałam pojęcia o co chodzi i co się dzieje z tą nerką, skoro mi cały czas dokucza nerka lewa.

Dopiero w szpitalu się dowiedziałam, że w prawym moczowodzie siedzi duży kamlot i niewiele czasu brakuje, zeby zatkał całkowicie moczowód, wtedy wiadomo... wodonercze albo i gorzej, gdyby ktoś w porę nie rozpoznał co się dzieje (bo na tym RTG, to tylko dobry urolog mógł zobaczyć, to co zobaczył ten, do którego moja mama z wynikiem poszła).

Potem zabieg i odwieczny u mnie problem z narkozą. Przy moich schorzeniach neurologicznych anastezjolodzy mają spory problem. 

Na bloku operacyjnym usłyszałam od przemiłej pani doktor, że wspólnie wymyślili dla mnie taką najłagodnieszą narkozę czyli- znieczulenie w kręgosłup plus ogólne uśpienie, ale bez podania zwiotczaczy mięśni, bo w moim przypadku po podaniu tych środków mógłby być problem z wybudzeniem i mogłabym trafić na OIOM.

Pomyślałam i mówię - ryzyk fizyk, proszę dajcie normalną, taką, że zasypiam od razu, nic nie słyszę nic nie czuję (kiedyś miałam taką narkozę, że miałam porażone mięśnie, ale wszystko słyszałam i czułam od początku do końca...).

Zaryzykowali i... narkozę z tego całego pobytu szpitalnego wspominam jako coś najprzyjemniejszego. Pomijając nerwy anestezjologów związane ze spóźnianiem się lekarza, który miał operować...

Po zabiegu ból (przed też - pielografia wstępująca - dla mnie wyjątkowo bolesna była).

Potem już ciągłe kroplówki przeciwbólowe i tym podobne atrakcje w postaci cewników i innych ozdób.

Na końcu moje pytanie- a co z drugą nerką, tą bolącą jak licho, utrudniającą życie?

Odpowiedź - w tej chwili szpital nie ma odpowiedniego sprzętu, jak dostaniemy sprzęt to...

Kiedy szpital dostanie sprzęt?

- wtedy, kiedy dostanie pieniądze.

Czyli?

- w najlepszym wypadku za około pół roku.

Rada- szukać pomocy w szpitalu w Wejherowie lub na Zaspie.

Dla rodziców utrudnienie- daleki dojazd, a sił też nie mają, tu mogli do mnie łatwo zajrzeć.

Dla mnie zaskoczenie, wiedziałam o operacji nerki a teraz nagle jakiś sprzęt???

Takkkk, kamień przez lata siedział w dolnym kielichu a teraz nagle siedzi w miedniczce i stał się idealnym celem do zabiegu pod tytułem PCNL...

Jestem już w domu, od czasu pobytu w szpitalu złapały mnie trzy kolki nerkowe z atrakcjami typu wymioty itp., jedna tak silna, że...  Złapały mnie w prawą nerkę (w niej są jakieś drobniuśkie kamyczki, moze zostały poruszone środkami rozkurczającymi, przeciwbólowymi podawanymi mi w kroplówkach, a może zwyczajnie skrzepy krwi przytykały coś i stąd kolki- nie wiem).

Do domu wyszłam z takim krwiomoczem, jakiego jeszcze nie widziałam, no ale to normalne. Kamień ponoć był przyklejony czy nawet wrośnięty w moczowód.

Jestem słaba, obolała i czuję się... wystrychnięta na dudka przez los, bo lewa nerka z kamieniem, oczywiście - boli tak, jak bolała. Wróciłam więc do stanu sprzed szpitala.

Nie czuję jakoś radości z "uratowania" prawej nerki, bo to, że z nią coś nie tak, dowiedziałam się przypadkiem, ona weszła jakoś tak w paradę...

Oczywiście, cieszę się, że w porę problem został zauważony i usunięty.

W domu- mama chora, nie wiem co się dzieje. Bardzo cierpi, martwię się.

Gdy szłam do szpitala zachorował Dyzio. Nikt nie miał głowy się nim zająć. Wróciłam, widzę, że biedak ma godziny policzone.  Biłam się z myślami czy wzywać weterynarza. Pieniędzy w domu zero..., nawet mama leków nie mogła sobie wykupić...

Jednak nie wytrzymałam i zadzwoniłam i poprosiłam lekarza dając tym samym Dyziowi ostatnią szansę. O pożyczenie paru groszy poprosiłam sąsiadkę.

 Teraz sama nie wiem, może źle zrobiłam, bo to już była niepotrzebna męka dla kota - pobranie płynu spod otrzewnej, moczu... Nie było szans. Zapalenie otrzewnej, w brzuchu normalnie zgnilizna. Wieczorem weterynarz zadzwonił i powiedział, że zbadał pobrane płyny, że same bakterie, że stan bardzo poważny i dać kotkowi spokojnie odjeść a gdyby cierpiał, to podjedzie i uśpi.

Pożegnałam się z Dyziem. W nocy odszedł.

Kochany, cierpliwy kot :(

Wnuczek mojej Kizi. Kiedyś tu wrzuciłam filmik jak mały Tymek podgryzał mu ogon.

Tak sobie lubił spać-

dyzio 

Smutno. Kizia też płakała... 

---------------------------

Teraz zbieram siły na kolejny zabieg. O ile kamień nie wlezie spowrotem do dolnego kielicha, to PCNL. Zobaczymy. Chyba wybiorę Wejherowo.

Kolejny rok zapowiada się bez świąt Bożego Narodzenia, w domu choroba, sił nie mamy, mama chora, tata ledwie żyje, pieniędzy też nie ma, ale to najmniejszy problem. Ważne, żeby choć to zdrowie było...

Jeszcze raz bardzo dziękuję za modlitwę i dobre słowa i proszę o jeszcze. 

środa, 07 grudnia 2011, anna_maranta

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2011/12/07 13:29:06
Piękna biżuteria. Jestem pod wielkim wrażeniem...kota :D
-
2011/12/07 13:31:13
zdjęcia kota* :)
-
Gość: katasza, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/12/07 13:35:38
Droga Aniu! Nie wiedziałam, że masz takie problemy zdrowotne, strasznie mi przykro. Życzę dużo zdrowia, wytrwałości i ulgi w bólu
-
Gość: Susan, *.internetdsl.tpnet.pl
2011/12/07 13:45:41
Aniu dobrze, że już jesteś w domu... Trzymam kciuki za Ciebie i przytulam ciepło. Dyzia szkoda...
-
2011/12/07 13:48:23
Anulka tak właśnie myślałam o Tobie czy już jesteś w domu i jak się czujesz. Wiem że czeka Cię jeszcze druga operacja mam nadzieję że w miarę szybko ją przeprowadzą. Życzę Tobie i Twojej rodzince dużo zdrowia, myślami jestem z Tobą trzymaj się cieplutko pozdrawiam serdecznie Viola.
-
2011/12/07 13:59:29
O, cholerka! Bardzo mi przykro Aniu. To są dopiero kiepskie wieści... :( Trzymam mocno kciuki za Ciebie i Twoich Rodziców i życzę Wam wszystkim dużo, dużo zdrówka!
Z powodu kociaka też strasznie mi przykro, ale może to i lepiej, że już się nie męczy... Ściskam bardzo mocno, Kochana!

P.S. Bransoletka jak zawsze cudna!
-
Gość: eumycha, *.play-internet.pl
2011/12/07 14:19:02
Aniu - Maranto! Dobrze, że już w domu jesteś. Przykro mi, że nadal masz problemy z nerkami. Myślę o Tobie i pamiętam.
Trzymaj się!
A bransoletka piękna - jak zawsze!
-
Gość: Regina1, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/12/07 14:59:36
Aniu cieszę się że wróciłaś. Życzę Tobie i rodzicom dużo siły. Mieszkam w okolicach Wejherowa, jeżeli znajdziesz się w tutejszym szpitalu chętnie cię odwiedzę tylko wcześniej napisz na mój adres: reginapol@wp.pl
-
2011/12/07 17:12:38
Cóż pisać,ważne,że uratowana nerka,współczuję,że druga boli,Maranto,trzymaj się ,życzę Tobie i Twoim rodzicom zdrowia,duzo zdrowia .Ostatnio też latam jak idiota po przychodniach,czekam na rezonans i doszłam do jednego wniosku,nie tylko ja "w Polsce trzeba być zdrowym aby móc chorować".
-
2011/12/07 17:38:18
Aniuś kochana bardzo się cieszę że już jesteś w domciu. Bardzo Ci współczuję że nadal boli... pamiętałam o Tobie w modlitwie i zanosiłam te prośby na kolanach do samej Matki Bożej Gidelskiej łaskami zdrowia słynącej. Nadal będę pamiętać o Tobie w modlitwie. Odprawię nowennę do MBG w Twojej intencji. A Ty smaruj sie tym winkiem co Ci podesłałam albo sobie odrobinkę wewnętrznie użyj i pomódl sie jak znajdziesz siły na to.
<br/>O świętach jeszcze nie myśl... są na tym świecie dobrzy ludzie,a pieniądze też rzecz nabyta, dziś są jutro ich nie ma. Najwazniejsze zeby mama wyzdrowiala. Jak masz mozliwosc sciagnij do niej lekarza niech przyjdzie do domu i ja obejrzy i leki da jakie potrzebne. Nie martw sie o kase na swieta rob to co musisz i badz dobrej mysli.
<br/>Kotka mi zal. Mam nadzieje ze nie cierpial. Przykro mi ze zyciem przyplacil to ze wszyscy byli chorzy. Niestety los czasem nie jest słodki a bardziej jak gorzka pigułka która trzeba łyknąc.. i to czasem nie jedna a cała garsc. Buziaki dla Ciebie.
-
2011/12/07 18:39:22
Aniu kochana dobrze, że jesteś już w domu chociaż szkoda, że przez polską służbę zdrowia nie wyleczyli Cię tak jak powinni... Nigdy nie zrozumiem dlaczego zawsze pieniądze są ważniejsze niż dobro pacjenta... Ale nie martw się kochana na pewno wszystko się jakoś ułoży. Odpoczywaj jak najwięcej, nabieraj sił... Życzę Tobie i Twoim rodzicom jak najwięcej zdrowia i ludzi którzy pomogą Wam w trudnych chwilach...
-
2011/12/07 19:22:59
Życzę wiele zdrowia Aniu, Tobie i rodzicom. Trzymam kciuki i wierzę że będzie wszystko dobrze. Przepiękna ta bransoletka:).
-
Gość: natalia, 85.11.64.*
2011/12/07 20:07:25
Aniu Kochana tak mi strasznie przykro <tuli> ale muisz wierzyc , bedzie dobrze Kochana
-
2011/12/07 20:27:17
Aniu, tak mi przykro. Fatalny los fatalny czas... Trzymaj sie kochana...
-
2011/12/07 20:34:53
życzę żeby zdrowie Tobie i rodzicom dopisało. Szkoda kociaka. A Święta nie muszą być 'bogate' ważne ,że razem :)
-
2011/12/07 20:57:54
Jak można Ci pomóc? Co przyniosłoby Ci największą ulgę i sprawiło trochę radości?
-
Gość: Joanna, *.play-internet.pl
2011/12/07 21:04:43
Aniu, witaj w domu !!!
Tu najszybciej dojdziesz do formy, miedzy swymi, pod swoja kołderką. Nie wiem czy można Ci jakoś pomóc ?? pisz śmiało, jest nas tu dużo chętnych do pomocy :)
Ściskam cieplutko
-
2011/12/07 23:17:36
Dobrze wiem, co to ból nerki. Pierwszy raz mnie złapała kolka, gdy miałam 10 lat. Kamica w tak młodym wieku? Byłam ciekawym przypadkiem medycznym. U mnie skończyło się na kroplówkach.
Nie to jest teraz ważne... Wracaj Aniu do zdrowia i życzę Ci wytrwałości w walce z bólem. Pamiętaj, że możesz go ofiarować w jakiejś intencji. Pamiętam jak opowiadał o tym Jaś Mela. Może tak, jak Tobie pomoże to w tak nierównej walce.

Ściskam cieplutko,
Kasia.
-
Gość: debra, *.dynamic.chello.pl
2011/12/07 23:27:39
Dla Boga wszystko jest możliwe.www.youtube.com/user/JMTalbotInPoland#p/a/u/1/qYgOLlT8HD0 posłuchaj to cie wzmocni.ja też miałam kamlot ale dzieki łasce Njawyższego nie ma samoistnie zniknąl został tylko ślad.A też miałam mieć operację.Powodzenia
-
2011/12/08 00:07:08
Odwiedzam Twoją stronę od czasu do czasu, podziwiam Twoje cuda, a teraz chcę Ci życzyć dużo zdrowia i żeby nie bolało... Trzymaj się ciepło!
-
Gość: , *.bb.online.no
2011/12/08 08:52:37
Aniu straszne że takim dobrym ludzią przytrafiają się takie złe żeczy.
Kici szkoda ale jest teraz za tęczowym mostem.
Pilnuj zdrowia rodziców i swojego a święta jak święta są w tym roku będą wprzyszłym
Całuski i uściski Lacrima
-
Gość: Kazimiera, *.adsl.inetia.pl
2011/12/08 09:15:29
Witaj Aniu!
Nie wiedziałam,że tak poważnie chorujesz....życzę dużo pozytywnej energii....
Odpoczywaj,dbaj o siebie.
Życzę zdrówka dla Ciebie i Rodziców.Pozdrawiam - Kazimiera
-
Gość: Beti9, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/12/08 09:53:14
Aniu życzę wszystkiego dobrego, dużo zdrowia i siły.
To tak jest w życiu,że jak się wali to wszystko naraz.... sama wiem coś o tym.
Trzeba myśleć pozytywnie,że wszystko będzie dobrze.
Pozdrawiam cieplutko :)
-
2011/12/08 10:20:25
Aniu aż przykro słuchać ,że masz takie problemy ze zdrowiem. Nerki chore wiem co to jest mam dwójkę dzieci które sa po operacji bo miały wodonercze Kuba miał wtedy 7 m-cy a Wiki 2 m-ce. Zyczę zdrówka. Bużka
-
2011/12/08 11:30:38
Dziękuję kochani... bardzo dziękuję. W tej chwili najważniejsza jest dla mnie modlitwa i dobre Wasze myśli. Sprawy materialne... mało ważne, byle to zdrowie było.

Dziś tata zawiózl mamę do szpitala na SOR, robią badania. Nie wiem czy zostawią czy nie - oby się okazało, ze to nic poważnego.

Mnie nadal bardzo bolą nery i w zasadzie już cały brzuch od pasa w dół, ale, żeby było weselej, a może na odwrócenie uwagi, rano gdy się myłam, chwyciły mnie korzonki.

Proszę nadal o modlitwę, teraz szczególnie za mamę i za tatę- żeby to jakos wytrzymał, bo też ledwie żyje :(

... i dziękuję, że jesteście...
-
2011/12/08 11:31:32
Aniu, bardzo wiele osób chciałoby Ci pomóc. Wiele z chęcią wzięłoby na swoje plecy choć odrobinę Twojego ciężaru by Ci ulżyć. Mam nadzieję, że najgorsze już za Tobą.
Trzymam mocno kciuki, za powrót do zdrowia Twój i Twoich bliskich.
-
2011/12/08 11:58:00
Bardzo współczuję, mój mąż miewa kolki więc wiem co to znaczy. Podobno przy leczeniu ten preparat jest dobry www.herbamed.pl/p1133,nefro-protect-60-kapsulek.html , kiedyś był Ginjal ale nie jest niestety dostępny :(
-
2011/12/08 14:04:30
Dużo, dużo zdrówka dla Ciebie i Twoich rodziców. Pozytywne myślenie dodaje sił w tak trudnych chwilach. Wszystko będzie dobrze, musi być!
Pozdrawiam ciepło, Beata.
-
2011/12/08 14:51:13
w sumie znamy się tylko z blogów i mało kto tu pisze o swoich choróbskach a przypętało się Tobie faktycznie duże, mam jednak nadzieję że wszystko będzie dobrze choć wcale mnie nie dziwią perypetie ze służbą zdrowia bo od roku przerabiam je na bieżąco :(
życze Ci Aniu szybkiego powrotu do zdrowia
-
2011/12/08 15:15:00
Aniu - przesyłam Ci słowa wsparcia i życzenia zdrowia dla Ciebie i twych Rodziców.
-
2011/12/08 15:44:40
Aniu, w chwili takiej, jak ta brakuje mi słów.
Raz jeszcze proszę Cię o śmiałość.
-
Gość: nismon@poczta.onet.pl, *.bransat.pl
2011/12/08 19:51:24
Anulka,modle się za Wasze zdrowie...Mów jak pomóc,śmiało!
-
Gość: Bernadka, 217.153.162.*
2011/12/09 08:23:46
Wiesz jak mocno jestem z Tobą !
-
Gość: andzia35, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/12/09 16:22:33
Aneczko trzymaj się;)) zdrowiejcie wszyscy!!Mam nadzieję że Pan bóg nas wysłucha i wszystko pomału wróci do normy... ściskam i żal mi kociaka ah!!
-
Gość: , *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/12/09 19:34:22
Aniu, dziecko kochane, az mnie zmroziło czytając Twój wpis.
Los jest czasem tak perfidnie wredny, że jedno nawali, sypie sie drugie, a trzecie juz stoi w kolejce. Ale...ale po burzy zawsze zaświeci słońce. Przechodziłam z mężem podobne problemy urologiczne. W minionym roku aż 6 razy był w szpitalu, bo źle mu kamienie rozbili. Teraz juz w porządku. Będzie dobrze Aniu. Wiara czyni cuda i pozytywne myślenie. Wiem, że jak ból nieznośny trudno pozytywnie myśleć.
Pozdrawiam Cie serdecznie.
-
Gość: rusalka1, *.menos.org
2011/12/11 22:11:04
Droga Aniu! Otaczam modlitwą Ciebie i Twoją rodzinę. Bóg tyle wycierpiał dla nas, a my chcemy być przecież do niego podobni. Ofiaruj to cierpienie Jemu, zapewniam Cię że będzie Ci lżej i łatwiej. Serdecznie Cię ściskam i wierze ze teraz będzie już tylko lepiej. Sylwia
-
2011/12/16 22:21:40
Aniu, jesteś w mych modlitwach. Tym bardziej, że i mnie urologiczna operacja czeka w maju (choć nie wiem czy z niej nie zrezygnować, bo od czasu zmiany leków przed połową roku dolegliwości żadnych nie mam). Jesteś bardzo dzielna. Życzę, by nadchodzące święta niosły nadzieję, poprawę zdrowia, uśmiech i domowe ciepło.
Z tysiącem serdeczności
Zygfryd
smarzyk@o2.pl
-
2012/01/10 08:18:46
Anno pierwszy raz do Ciebie zajrzałam kręcąc się po ścieżkach blogów. Najpierw trafiłam na Twoje przepiękne wyjątkowe frywolitki sprzed niemal roku, potem na nowsze wieści. Mam ogromną nadzieję, że jest lepiej i tego Ci z całego serca życzę: zdrowia dla Ciebie i rodziców. Oby ten rok przyniósł tylko co dobre.
Ciepło pozdrawiam